poniedziałek, 13 kwietnia 2020

ZBRODNIA KATYŃSKA - ŚLADY I MIEJSCA PAMIĘCI W PUSZCZYKOWIE KOŁO POZNANIA.


Dzisiaj, 13 kwietnia przypada "Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej". 
13 kwietnia nie jest datą przypadkową... Dokładnie 13 kwietnia 1943 roku radio niemieckie nadało oficjalny komunikat o odkryciu masowych grobów polskich oficerów w Katyniu... Groby odkryli polscy robotnicy przymusowi, zawiadamiając o tym fakcie oficerów niemieckich, którzy z kolei powiadomili Berlin...
50 lat po zbrodni, również 13 kwietnia 1990 r. Prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow przekazał Polsce dokumentację NKWD z obozów Starobielsk, Ostaszków i Kozielsk...
NKWD mordowało w ramach planowej akcji, zorganizowanie i metodycznie, produkując przy tym "setki kilogramów", skrupulatnie prowadzonej dokumentacji...
Od wiosny do maja 1940 r. zabijano polskich oficerów, podoficerów, szeregowych Wojska Polskiego, policjantów, Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Więziennej, urzędników, przedsiębiorców... Wśród oficerów rezerwy byli lekarze, prawnicy, inżynierowie. Mordowano strzałami w głowę  w Katyniu, Charkowie, Miednoje, Tarnopolu, Kijowie i Mińsku... Pozbawiono życia niemal 22 tysiące Polaków – kwiat inteligencji i kadry kierowniczej przedwojennego państwa polskiego...
Oficjalna pamięć o Katyniu przez długie lata była niewygodna, tępiona i zakłamywana... Była tajemnicą poliszynela, nawet w kręgach władzy...Ludzie kultywowali jednak pamięć, czy w zaciszu domowym, czy w tzw. drugim obiegu. Z  czasem powstawały w Polsce - początkowo nieśmiało - miejsca pamięci, związane ze Zbrodnią Katyńską... 
Takie miejsca, choć powszechnie nieznane lub nowe, a dotychczas szerzej nieopisane znajdują sie również w podpoznańskim Puszczykowie... Mają różną formę, jednak najważniejsze, że stanowią "nośnik pamięci" o osobach, które zginęły w ramach Zbrodni Katyńskiej w 1940...
Na jednym z domów przy ulicy Poznańskiej znajduje się tablica, upamiętniająca księdza kapelana pułkownika Czesława WOJTYNIAKA (1891-1940), zamordowanego przez NKWD w więzieniu w Kalininie... Tablicę odsłonięto 21 września 2002 roku z inicjatywy dr prawa, sędziego w stanie spoczynku Stanisława Madaja - mieszkańca Puszczykowa. Czesław WOJTYNIAK był rodowitym Puszczykowianinem, tutaj urodził się, wychował i i uczęszczał do Szkoły Powszechnej przy obecnej ulicy Wysokiej... Być może górująca nad budynkiem szkoły, z pozoru trudna do zdobycia, tzw. Góra Mojżesza inspirowała i wpłyneła na jego przyszłe plany życiowe...Został księdzem, ale też żołnierzem...Początkowo, po wybuchu wybuchu Powstania Wielkopolskiego, spełniał posługę duchową wśród powstanców w Kościanie i Górce Duchownej, ale już w styczniu 1919 roku został wyznaczony do pełnienia funkcji kapelana Armii Wielkopolskiej (jako jeden z trzech pierwszych kapelanów). Służył jako kapelan w 1 Pułku Ułanów Wielkopolskich, brał udział w bitwach pod Wronkami i Osiekiem, a następnie w 15 Pułku Ułanów...W 1919 roku ksiądz Czesław WOJTYNIAK był ze swoimi kawalerzystami na froncie polsko-sowieckim pod dalekim Bobrujskiem...Za męstwo na polu bitwy, na wniosek ówczesnego dowódcy 15 Pułku Ułanów pułkownika Władysława ANDERSA został odznaczony krzyżem walecznych...W 1921 r. brał udział w powstaniu śląskim... W dwudziestoleciu międzywojennym pełnił funkcję m. inn. proboszcza garnizonu Poznań, kapelana Brygady Korpusu Ochrony Pogranicza w Nowogródku, dziekana Okręgu Korpusu Nr 9 w Brześciu.  Od 1938 r. ksiądz WOJTYNIAK był kanclerzem polowej Kurii Biskupiej. We wrześniu 1939 roku nadzorował ewakuację Kurii Polowej na wschód, gdzie 17 września 1939 roku dostał się do niewoli sowieckiej. Został zamordowany w więzieniu NKWD w Kalininie i spoczywa na cmentarzu wojennym w Miednoje...
W 2007 roku ksiądz kapelan pułkownik Czesław WOJTYNIAK został pośmiertnie awansowany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do stopnia generała brygady...
Widocznym, puszczykowskim śladem, związanym ze Zbrodnią Katyńską są również symboliczne groby pomordowanych oficerów, które możemy spotkać na tutejszym cmentarzu parafialnym...
Na nagrobku rodzinnym został upamiętniony podporucznik lotnictwa Stanisław GIDASZEWSKI ( 1913-1940). Absolwent Szkoły Podchorążych Lotnictwa – Grupy Technicznej. Dowódca plutonu obsługi w Szkole Podoficerskiej 3 Pułku Lotniczego w Poznaniu-Ławicy. W 2007 roku awansowany pośmiertnie na stopień porucznika...Na płycie nagrobka widnieje zapis:”...04.1940 KATYŃ...”
Gwoli informacji, należy wspomnieć, że porucznik Stanisław GIDASZEWSKI posiada również w Poznaniu osobną tablicę i swoje drzewo pamięci, wśród 15 Wielkopolan, którzy zginęli tragicznie w Katyniu. Miejsce to znajduje się przy ulicy Bukowskiej przy dawnym Porcie Lotniczym Poznań-Ławica...
Zanim wprowadzę w kolejny, puszczykowski ślad pamięci o Zbrodni Katyńskiej, muszę nawiązać do postu z sierpnia 2019 r., który opublikowałem na moim blogu „Śladami historii Puszczykowa i okolic”. Tam też zamieściłem krótki fragment listu, wydrukowanego w prasie poznańskiej w sierpniu 1939 r. Tekst przesłała wówczas spędzająca wakacje w Puszczykowie 11-letnia Terenia BARTECKA:

"SzanownaRedakcjo!

Mam jedenaście lat i jestem uczennicą szkoły powszechnej w Poznaniu...Tegoroczne wakacje spędzam w Puszczykowie. Dom nasz położony jest na malowniczym wzgórzu, więc stąd rozciąga się widok na wspaniałą okolicę. Nie nudzę się tu, gdyż przy ładnej pogodzie chodzę przed południem na plażę, a po południu czynię wycieczki rowerem po okolicy. Gdy pada deszcz czytam książki, bawię się i piszę pamiętnik. W chwili, gdy piszę te słowa pada ulewny deszcz i jest burza..."
(Terenia Bartecka, Poznań)

W poście zadałem  wówczas wymowne pytanie czy Terenia i jej rodzina przeżyły wojnę? 
Po kilku miesiącach, w tym miejscu udzielam odpowiedzi: mama Tereni przeżyła wojnę, podobnie jak autorka powyższego listu. Teresa -  już jako 15-latka - brała udział w Powstaniu Warszawskim.... Niestety - jej ojciec- kapitan Wojska Polskiego Kazimierz BARTECKI został w 1940 roku zamordowany przez NKWD w więzieniu w Charkowie...Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Piatichatkach koło Charkowa...Kapitan BARTECKI był powstańcem wielkopolskim, walczącym w szeregach 2 Pułku Artylerii Polowej, następnie oficerem administracji w jednostkach taborowych, artylerii, żandarmerii oraz 7 Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich. Wojnę obronną 1939 r. przeszedł w składzie Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii...Nie wrócił już do Ojczyzny...
Jednak pamięć po kapitanie BARTECKIM zachowała się w Puszczykowie... Na cmentarzu parafialnym znajduje się jego symboliczny grób z adnotacją -na płycie- zamordowany w Charkowie w 1940 r.
Innym wyjątkowym, również prywatnym upamiętnieniem przez rodzinę polskiego oficera, a zarazem ofiary Zbrodni Katyńskiej jest odsłonięta, na elewacji budynku apteki przy ul. Dworcowej 22 w Puszczykowie emaliowana tablica, poświęcona lekarzowi pułkownikowi doktorowi Franciszkowi ROSTOWI.
Franciszek ROST również walczył w Powstaniu Wielkopolskim. Był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, a w okresie międzywojennym pełnił funkcję dyrektora szpitala powiatowego w Nowym Tomyślu. W czasie wojny obronnej 1939 r. ewakuowany wraz z 7 Szpitalem Okręgowym z Poznania, dostał się do niewoli sowieckiej... Zamordowany strzałem w tył głowy w Katyniu, spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu...
Pamiętajmy, że niektórzy oficerowie polscy, prawie do ostatnich chwil życia, nawet w trakcie przewożenia na miejsce kaźni,  dokonywali skrupulatnych zapisków w swoich pamiętnikach... Już później, takie notatki zostały znajdowane w grobach rozstrzelanych żołnierzy, przy ich ciałach...Były strzeżone i niedostępne...Jednakże wywiadowi Armii Krajowej udało się pozyskać odpisy tych dokumentów...Osobą, która odebrała i dostarczyła pamiętniki katyńskie do Londynu był, człowiek-legenda polskiego wywiadu, wyjątkowo odważny i inteligentny żołnierz, cichociemny - pułkownik pilot  Roman RUDKOWSKI ps. "Rudy", "Gangster", "Goły". Nie bez przyczyny przytaczam postać pułkownika RUDKOWSKIEGO, ponieważ jego późniejszy epizod, związany z Puszczykowem wpłynął na dalsze losy życiowe tego oficera...
Roman RUDKOWSKI był przedwojennym żołnierzem zawodowym, pilotem polskiego lotnictwa, pułkownikiem dyplomowanym, dowódcą 301 Dywizjonu Bombowego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, a następnie - po specjalnym przeszkoleniu - cichociemnym, m.in. bezpośrednio w Oddziale VI Naczelnego Wodza. Pełnił również funkcje Dowódcy Wydziału Lotnictwa Oddziału III Sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej. Był dwukrotnie zrzuconym do okupowanej Polski...Podczas jednej z misji, RUDKOWSKI -  poprzez wywiad Armii Krajowej - zdobył odpisy 15 pamiętników polskich oficerów, znalezionych w katyńskich mogiłach zbiorowych... W nocy z 29 na 30 maja 1944 r. do kraju - z włoskiego Brindisi - przyleciał samolot (w ramach zorganizowanej operacji Most II Windhorn II), zabierając pułkownika RUDKOWSKIEGO wraz ze zdobytymi pamiętnikami... Wkrótce zarówno pułkownik, jak dokumenty dotarły do władz emigracyjnych w Londynie, stając się niesamowicie ważnym dowodem w sprawie katyńskiej...
RUDKOWSKI ponownie został "zrzucony" do Polski w październiku 1944 r. celem wykonania konkretnych zadań, w tym przejęcia dowodzenia Wydziałem Lotnictwa Sztabu KGAK... Rok później aresztowany przez sowiecki "Smiersz", przekazany polskiemu UB i więziony, po czym zwolniony.... Następnie, ponownie ścigany i poszukiwany przez Urząd Bezpieczeńtwa ukrywał się w kilku miejscach w kraju, gdzie bezskutecznie urządzano na niego zasadzki operacyjne tzw. "kołty"... Dotarł w końcu do podpoznańskiego Puszczykowa, gdzie starał się "zadomowić". Wówczas mieszkańcy Puszczykowa stanowili swoisty "tygiel społeczny". Po wojnie, w willach znalazło zakwaterowanie- ale też swój azyl - wielu przedstawicieli polskiej inteligencji, ziemianie, arystokraci, czy też powstańcy warszawscy, członkowie AK... Pułkownik RUDKOWSKI z pewnością próbował "wtopić się" w panującą wówczas atmosferę, zakładając, że  zostanie niezauważony i uzyska pomoc oraz wsparcie...Przypuszczalnie było tak początkowo... Niestety, później, najprawdopodobniej zadenuncjowany,  musiał uciekać za granicę...W 1949 roku opuścił Polskę i na frachtowcu -poprzez Szwecję-dostał się do Londynu... Tam też zmarł na udar serca w 1954 roku...
Warto więc - przy okazji rocznicy katyńskiej- pamiętać również rolę pułkownika pilota Romana RUDKOWSKIEGO  w przekazanie bardzo istotnej wiedzy o Katyniu, zawartej w sławnych pamiętnikach, które dostarczył rządowi londyńskiemu. Nie zapominajmy też o jego epizodzie związanym z Puszczykowem...

Powyższy artykuł oczywiście nie wyczerpuje tematu, przedstawia wybrane przykłady i podejmując problematykę puszczykowskich śladów pamięci będę ją kontynuował w przyszłości...
Artykuł stanowi mój skromny wkład w 80-rocznicę Zbrodni Katyńskiej, a zarazem jest oddaniem hołdu dla wszystkich polskich ofiar reżimu stalinowskiego...

Na zakończenie chciałbym przytoczyć fragment wyjątkowej i zachowanej "cudem" modlitwy, autorstwa naszego Puszczykowianina -  księdza kapelana pułkownika Czesława WOJTYNIAKA, odmawianej przez polskich oficerów, więźniów na tajnych mszach w obozie w Kozielsku... Modlitwę znaleziono w katyńskim grobie masowym przy ciele zamordowanego porucznika rezerwy Witolda Klanera:

(...)
Błagamy Cię, Panie: o moc cierpliwości i wytrwania, o możliwość dalszej walki orężnej za Polskę, o opiekę Twą Boską.

Błagamy Cię, Panie, nad krajem zbezczeszczonym przez wrogów:

- o dar wiary niezłomnej w tryumf Twego Imienia,

- o dar nadziei, że nikłymi siłami swymi potrafimy się przyczynić do tego tryumfu,

- o dar miłości czynnej i żywej dla udręczonej Ojczyzny,

- o dar miłosierdzia dla naszych nieprzyjaciół.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę wolną i niepodległą.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę sprawiedliwą dla wszystkich swych synów.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę miłosierną dla ubogich i uciśnionych.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę czystych rąk.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę wzniosłych serc.

Błagamy Cię, Panie, o Polskę wielką, rządną i dobrą.

Błagamy Cię, Panie, o dar wielkiego serca, jasnego umysłu dla przewodników narodu, a dla nas o męstwo i szczęśliwy powrót do domu i rodzin naszych.

Błagamy Cię, Panie, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

(…)

                Robert Kiszkurno
( Śladami historii Puszczykowa i okolic )
                   13.04.2020



W trakcie opracowywania powyższego artykułu korzystano z następujących źródeł:

Ilustracja Polska nr 34 z dnia 20 sierpnia 1939 r.


piątek, 22 listopada 2019

SZKIC DO HISTORII "SMRODU" W PUSZCZYKOWIE I OKOLICY.


W ostatnich latach da się zauważyć swoiste „przebudzenie” społeczności lokalnej w przedmiocie zanieczyszczenia środowiska, a w szczególności powietrza. Wiąże się to oczywiście z szeroko pojętą świadomością i realnym zagrożeniem zdrowia, co pokazują, i cyklicznie ostrzegają puszczykowskie urządzenia do pomiaru zanieczyszczeń...Doszło do ludzi, że oddychają trucizną...Tutejsze lasy też stają się "kubłem na śmieci" dla co poniektórych...
Jednak mało kto wie, że problem powyższy istniał tu dużo wcześniej - ponad 100 lat temu...
Można powiedzieć, że "pionierem”, który w 1915 roku, publicznie podniósł, co prawda w tonie humorystycznym, fakt zaśmiecania ówczesnego letniska Puszczykowo był Antoni Fiedler, ojciec pisarza i podróżnika Arkadego Fiedlera, który pod pseudonimem „Antek Figlarz” pisał w tygodniku "Praca":
"...w lesie zaś , pomimo drzew iglicowych zalatuje cię zapach skórek pomarańczowych, odpadków tłustej szynki, salcesonów, najrozmaitszych artykułów żywnościowych. Masz na nogach nowe „salamandry” lub „godary”, to łatwo z dziurawymi przyjedziesz, przecinając je szkłem z porzuconych butelek...”.
Tłumy, przemierzające ówczesny kurort Puszczykowo i okoliczne lasy nie miały litości... Oprócz śmieci wyrzucano niedopałki paperosów i cygar, powodując często pożar...
Nowy problem pojawił się w dwudziestoleciu międzywojennym. Były to spaliny samochodowe.W 1934 roku skarżono się na wysłużony, poznański tabor autobusowy, kursujący przez Puszczykowo:
"...Jakże się myli ten, kto jadąc koleją z Poznania, sądzi, że wysiadając w Puszczykowie, zaczerpnie od razu powietrza świeżego. Biada mu, jeżeli trafił na chwilę niedawnego mijania dworca przez autobus. Chmury niebieskiego dymu zasłaniają mu las przed oczami, a powietrze zatrute jest słodkawo mdławym wstrętnym czadem..."
Interesującym jest, że swego czasu Puszczykowo stało się "poligonem doświadczalnym" dla nowego preparatu "antykurzowego". W 1936 roku w Poznaniu, na Placu Wolności przeprowadzono ciekawy eksperyment z preparatem przeciwko kurzowi. Środkiem tym, był specjalnie spreparowany chlorek wapnia, który jako silnie hydroskopijny, rozpuszcza się i wciąga w siebie wilgoć z powietrza, zwilżając w ten sposób jezdnie i zapobiegając powodowaniu kurzu na kilka miesięcy. Próby z tą „tajna substancją” prowadzono właśnie m. in. w Puszczykowie. Dały bardzo dobre wyniki. Okazało się, że samochód, który na jezdni zwykłej powodował kurz, z chwilą gdy wjechał na jezdnię wysypaną preparatem kurzu nie wywołał...
Długo później, w 1983 roku krytyczny, a zarazem rzeczowy głos w sprawie stanu środowiska w Puszczykowie zabrała prof. Honorata Korpikiewicz, stwierdzając m.in., że Puszczykowo nie ma wysypiska, a jego mieszkańcy wywożą śmieci do lasu, pozostawiając je często bez zakopywania...Nawiasem mówiąc, do dzisiaj, swoistą "atrakcją" jest pozostałość po dużym, dzikim wysypisku śmieci, znajdującym się w lesie, przy ścieżce prowadzącej z tzw. puszczykowskiej grobli do ulicy Łąkowej. Można się tam potknać o artefakty, pamiętające co najmniej lata 60-te...
Trzeba również przypomnieć jednen z przykładów partycypacji mieszkańców w prewencyjnym działaniu przeciwko zaśmiecającym Puszczykowo... W latach 90-tych, przy ulicy Podleśnej, u wylotu Klonowej, przy wejściu do lasu pewne środowiska koneserów trunków urządziły sobie miejsce spotkań i debat... Niestety pozostawiano tam bezładnie opakowania szklane... Preceder funkcjonował do czasu, gdy któryś z mieszkańców powiesił w tamtym miejscu , na starej sośnie, prostą, drewnianą tablicę z napisem: "Rezerwat Spitusów”. Od tego momentu miejsce opustoszało, lśniło czystością i przepełnione było ciszą...
Jeżeli chodzi o okolicę Puszczykowa, to odwiedzając wieżę widokową na Pożegowie, warto mieć świadomość, że w latach powojennych parowy erozyjne na stoku Góry Pożegowskiej zostały zasypane śmieciami, które przywożono tutaj całymi pociągami z terenu poznańskiej dyrekcji kolejowej. Do dzisiaj tony śmieci powinny zalegać w tych parowach nad Jeziorem Budzyńskim...
Jednak prawdziwą "lokomotywą" trującą wówczas Puszczykowo i okolice  był szpital kolejowy PKP, w którym do opalania używano miału weglowego, będącego jednym z najbardziej "czadzących" paliw...
Idźmy dalej...W 1991 roku na sesji Rady Miejskiej Puszczykowa przedstawiono raport o stanie środowiska naturalnego. Stwierdzono w nim expressis verbis, że :
"...Puszczykowo jest zaśmiecone ( odpady, plastik, złom) zalegają lasy, ugory...” i dalej w sprawie powietrza
"...zawartość tlenków siarki i pyłów przekracza i tak zawyżone normy...”
W tymże 1991 roku Burmistrz Miasta oświadczył: 
”... do niedawna spalano na terenie Puszczykowa 10-11 tysięcy ton węgla rocznie, a wyniki pomiarów, wskazują, że na teren Puszczykowa spada w ciągu roku około 120 ton pyłu...” 
Oczywiście pył kumulowany był m.in. w glebach puszczykowskich ogrodów...
I w końcu nadeszła ta szczęśliwa dla Puszczykowa chwila: 11 października 1995 r. nastapiła oficjalna inauguracja zakończenia gazyfikacji miasta... Dawało to jakąś nadzieję na zredukowanie zanieczyszczeń...Czy tak się stało w następnych latach?
W 2012 roku Rada Miasta Puszczykowa, w jednej z uchwał zawarła krótkie stwierdzenie, nawiązujące do gazyfikacji miasta: 
"...spowodowało to m.in. przejście z ogrzewania węglowego na gazowe, co w znacznym stopniu zmniejszyło zanieczyszczenie powietrza...”
Czy rzeczywiście zmiejszyło? Minęło siedem lat, a współczesna technika i zamontowane mierniki, obnażają całą prawdę... Niedawny odczyt ( koniec października 2019) z puszczykowskiego rynku mówił o wartości 780% i dawał jasny komunikat : 
Zagrożenie dla zdrowia, lepiej pozostań w domu!
Suma sumarum, żywię nadzieję i jestem przekonany, że w przyszłości, do Puszczykowa powróci czysta i krystaliczna atmosfera, a kilkudziesięcioletni epizod ze śmierdzącym powietrzem przejdzie do historii...Oczywistym jest, że zmiany będą miały charakter systemowy i ewolucyjny. Zapewne miną lata zanim bieganie, czy spacerowanie po miasteczku, w sezonie grzewczym rzecz jasna, będzie samą przyjemnością...Obyśmy tego doczekali.


             Robert Kiszkurno
Śladami historii Puszczykowa i okolic
                     22.11.2019 r.



Post scriptum:

Swoistym kuriozum w historii ubarwiania jakości atmosfery w Puszczykowie, była funkcjonująca na początku lat 90-tych kurza ferma, zlokalizowana prawie w centrum, która wzbogacała okolicę w wyjątkowe i nieprzypominające perfumów " Coco Chanel" doznania zapachowe...


Dymy nad miastem - w tle Góra Pożegowska ( 2014 )

Dawne, dzikie wysypisko, pomiedzy puszczykowską groblą a ulica Łąkową ( 2014 )



Składowisko kapsli w puszczykowskim lesie ( 2007 )


Wyjątkowa bezczelność - ścieżka z materiałów reklamowych w puszczykowskim lesie ( 2007 ) 

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

ŚLADY SŁAWNYCH MIESZKAŃCÓW PUSZCZYKÓWKA ZACHOWANE W POZNANIU.

Ostatni tydzień przyniosł swoiste odkrycie i miłą niespodziankę, związaną ściśle z historią Puszczykowa.
Mianowicie, w jednej z poznańskich kamienic, doskonale zachował się przepiękny, metalowy kartusz firmowy znanej poznańskiej spółki budowlanej czasów belle epoque przełomu XIX i XX wieku, mistrzów secesji - Hermana Bohmera i Paula Preula. 
Na zachowanym kartuszu, wkomponowanym w balustradę schodów widnieją wzajemnie przenikające się litery B oraz P...
Bohmer i Preul związali swoje losy nie tylko z Poznaniem, ale też z Puszczykówkiem... 
Właśnie tam, na początku XX wieku, na skarpie nadwarciańskiej wznieśli dla siebie, po sąsiedzku, oryginalne wille-landhausy, zachowane do dnia dzisiejszego...
Tutaj, z dala od zgiełku miasta architekci  oddawali  sie błogiemu spokojowi w otoczeniu sosnowych lasów i płynącej majestatycznie w dolinie rzece Warcie....
W Puszczykówku, w zaciszu salonu domu letniego Bohmera  rodziły sie zapewne koncepcje przyszłych dzieł-budowli, które do dzisiaj brylują i budzą zachwyt poznaniaków oraz przyjezdnych...
Warto wspomnieć, że w poznańskiej kamienicy, zaprojektowanej przez spółkę Bohmer i Preul Małgorzata Musierowicz osadziła "Dom Borejków" w swoim cyklu powieści" Jeżycjada"...
Teatr Nowy w Poznaniu, to równiez dzieło Bohmera i Preula, podobnie, jak kamienica Poznańskiego Stowarzyszenia Architektów i Budowniczych "Posener Bauhutte"...
Na terenie obecnego miasta Puszczykowo, oprócz willi-landhausów Bohmera i Preula zachowała się jeszcze jedna, powszechnie znana budowla, zaprojektowana przez tą sławną spółkę, a niewymieniona w ogólnie dostępnych źródłach...
O niej wkrótce...
Tymczasem zapraszam do zapoznania się z oryginalnym, zachowanym w Poznaniu znakiem firmowym spółki Bohmer i Preul.



















piątek, 10 maja 2019

ZAGINIONY, ŚREDNIOWIECZNY MŁYN WODNY "KĄTNIK" ODNALEZIONY ?

Przemierzając lasy puszczykowskie ścieżką brzegiem rzeki w kierunku północnym, dochodzimy do ujścia rzeczki Wirynki do Warty. Jest to wyjątkowo malownicze miejsce, a przede wszystkim miejsce z historią... Tutaj, na początku XX wieku młody Arkady Fiedler wraz z ojcem "polowali" na szczupaki, a kunsztowny opis tego zajęcia znajdziemy w ksiażce Arkadego Fiedlera pt. "Mój Ojciec i dęby".
Ale Wirynka w tym rejonie kryje jeszcze jedną tajemnicę, znacznie starszą w czasie... Mianowicie, gdzieś w tej okolicy, nad Wartą miał znajdować się stary młyn wodny zwany KĄTNIK. Jego historia sięga co najmniej 1508 roku, kiedy to w źródłach nazywany był KATHIM. W latach 90-tych XX w. pasjonaci historii z Lubonia podjęli się próby poszukiwań i zlokalizowania miejsce dawnego młyna... Wytypowano wówczas i przyjęto domniemane miejsce, które określono jako rejon pobliskiego starorzecza rzeki Warty... 
Co ciekawsze, w Słowniku Historyczno-Geograficznym Ziem Polskich w Średniowieczu (wersji elektronicznej) Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk młyn wciąż figuruje jako niezidentyfikowany, a jednocześnie podaje się : "... Na mapach z przełomu XVIII i XIX w. ( Gaul, Gilly) widoczny jest młyn przy zabudowaniach wsi Łęczyca stojący nad rzeką Wirynką, lewym dopływem Warty, a nie na samej Warcie..." 
Jednakże, analizując dokładniej mapę Prus Południowych Davida von Gilly z lat 1802-1803 znajdziemy podany wyżej młyn w Łęczycy, ale także widzimy, że u ujścia rzeczki Wirynki do Warty znajduje się znacznik - symbol kolejnego młyna wodnego (!).
Czyżby to poszukiwany i "niezidentyfikowany" młyn KĄTNIK? Na to pytanie w chwili obecnej nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć, a potwierdzenie znajdziemy dopiero po przeprowadzeniu wnikliwych badań i analizy ewentualnych znalezisk przez uprawnione ekipy archeologiczne, jeżeli oczywiście znajdzie się zainteresowanie tematem, a przede wszystkim środki finansowe...
Jedno nie ulega wątpliwości - Dawid Gilly na swojej mapie zaznaczył młyn u ujścia rzeczki Wirynki...
Póki co, nam pozostaje odwiedzić to urocze, napełnione ciszą i spokojem, a przede wszystkim duchem historii miejsce, a ja tymczasem zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć.


             Robert Kiszkurno
Śladami historii Puszczykowa i okolic
               10.05.2019 r. 










niedziela, 16 września 2018

HITLEROWSKI ORZEŁ FASADOWY GREISERA W GŁĘBINACH JEZIORA GÓRECKIEGO.

Na dnie Jeziora Góreckiego, w sercu Wielkopolskiego Parku Narodowego nadal może spoczywać, mosiężny orzeł nazistowski z fasady byłego pałacu namiestnika Kraju Warty III Rzeszy Arthura Greisera.
W 2014 roku po raz pierwszy, kompleksowo opisałem problematykę zatopionego godła nazistowskiego Greisera i ewentualnego źródła jego pochodzenia. Krótki artykuł zamieściłem na mojej stronie "Śladami Historii Puszczykowa i okolic". Nie spotkałem się wcześniej, aby temat był znany, a tym bardziej nagłośniony...
Negatywne efekty przyniosły także poszukiwania tak szczegółowej informacji, zarówno w internecie, jak i innych źródłach. 
Zainteresowanie istnieniem orła fasadowego na pałacu Greisera w Jeziorach przyszło jeszcze w 2011 roku, tuż po mojej wizycie w Imperial War Museum w Londynie. Własnie tam, w tamtejszych zbiorach znajduje się egzemplarz wielkiego orła fasadowego autorstwa profesora Kurta Schmid-Ehmena, a pochodzący z kancelarii III Rzeszy w Berlinie. Drugi orzeł z tej samej kancelarii eksponowany jest w Muzeum Sił Powietrznych USA w Dayton. 
Profesor Kurt Schmid-Ehmen (1901-1968) uważany jest za twórcę nazistowskiego orła cesarskiego III Rzeszy. Projektował wiekszość orłów fasadowych ważniejszych gmachów III Rzeszy. Do jego największych dzieł należą 6-metrowy orzeł na trybunę w Norymberdze i 9-metrowy orzeł na szczyt pawilonu międzynarodowej wystawy w Paryżu w 1937 roku. 
Po zakończeniu działań wojennych prawie wszystkie dzieła prof. Ehmena, z przyczyn oczywistych -symbolika nazistowska- zostały zniszczone. Znane są zachowane, wspomniane wyżej  dwa egzemplarze, w muzeach w Londynie i w Dayton. 
A co z rezydencją w Jeziorach?
Gdyby faktycznie istniał tam orzeł fasadowy,  to czy autorem mógłby być prof. Kurt Schmit-Ehmen? Z pewnością tak, bo któż miałby zaprojektować dzieło dla namiestnika, jak nie nadworny rzeźbiarz "glap" III Rzeszy?
Co do istnienia takowego godła na fasadzie w Jeziorach byłoby to wielce prawdopodobne, ponieważ pałac spełniał nie tylko rolę rezydencji, ale tu również namiestnik Kraju Warty przyjmował członków kierownictwa III Rzeszy, w tym Heinricha Himmlera. Zasadne byłoby, aby nowy budynek ozdobiony był symbolem nazistowskim, który dodawałby splendoru surowej i monumentalnej architekturze pałacu...
Przełom w moich poszukiwaniach przyniosł 2014 rok. Wówczas w źródłach odnalazłem niesamowicie interesującą, zaledwie trzyzdaniową wzmiankę, pośród wspomnień harcerza z Puszczykowa, która potwierdziła moje wcześniejsze przypuszczenia. Wzmianka umieszczona była  w ciekawym opracowaniu, autorstwa pana Ludwika Madeja, poświęconemu dziejom ZHP w Puszczykowie 1932-1950. 
Oto co wspomina druh Kazimierz Perski:

"... w posiadłości Greisera był maszt i ogromny orzeł mosiężny na ścianie budynku na jego części frontowej. Po wojnie harcerze puszczykowscy zerwali go linami i zaciągnęli na brzeg Jeziora Góreckiego. Tutaj łódką wypłyneli na środek i zatopili..."

Ja widzimy orzeł z fasady pałacu Greisera istniał, ale tak naprawdę, oprócz puszczykowskich harcerzy nikt go nie widział... 
Niestety w moich poszukiwaniach nie natknąłem się na jakąkolwiek fotografię z czasów wojny, dokumentującą opisanego orła. Zwróciłem się również o pomoc do znanej, cenionej badaczki i autorki pracy o rezydencji Arthura Greisera w Jeziorach pani Wandy Bech, która stwierdziła, iż  nie spotkała sie wcześniej z informacją o istnieniu orła na fasadzie pałacu, ani też nie widziała fotografii, na której mógłby być uwieczniony... 
Ciekawostką może być ewentualna wartość materialna orła fasadowego z rezydencji Greisera. Generalnie taki zabytek byłby bezcenny z punktu widzenia wartości historycznej. Natomiast wartość materialna? Dodam jedynie, że w 2006 roku wydobyto z morza brązowego orła nazistowskiego ,będącego ozdobą rufy zatopionego u wybrzeży Brazylii hitlerowskiego krażownika Admirał Graff Spee. Cena wyjściowa tego zabytku na aukcji wynosiła wówczas 26 milionów dolarów...
Co do domniemanych skarbów w Jeziorach, w przeszłości kilkukrotnie dokonywano głośnych poszukiwań na terenie rezydencji Arthura Greisera. Szukano legendarnego schronu, ukrytych tam skarbów, zarówno w parku, jak i we wnętrzach. Natomiast, generalnie nie zwrócono uwagi na głębiny jeziora.
A właśnie tam, do dziś może spoczywać  prawdziwy rartytas, ten faktyczny i realny skarb Arthura Greisera - wielki orzeł fasadowy - godło nazistowskie, symbol idei, której zawierzył do końca i za którą został po wojnie sprawiedliwie powieszony na stokach poznańskiej Cytadeli.


                Robert Kiszkurno

"Śladami historii Puszczykowa i okolic"
                  16.09.2018 r. 


POST SCRIPTUM:

Sprawę ewentualnego pochodzenia zatopionego w Jeziorze Góreckim nazistowskiego orła fasadowego z pałacu Arthura Greisera w Jeziorach opisałem po raz pierwszy w przestrzeni publicznej w moim artykule z 2014 roku na mojej stronie "Śladami historii Puszczykowa i okolic", sugerując podjęcie prac lokalizacyjnych i poszukiwawczych.
Po pewnym czasie sprawą zainteresował się pan Piotr Kempski, sympatyk i czytelnik mojej strony i pasjonat historii. Nakłonił on i przekonał profesjonalną i doświadczoną grupę poszukiwawczą do próby lokalizacji zatopionego zabytku - orła w Jeziorze Góreckim.
Informuję, że w dniach 22 i 23 września 2018 roku w Jeziorach, na terenie byłej rezydencji namiestnika kraju Warty Arthura Greisera odbędą się kompleksowe poszukiwania - bezinwazyjne badania gruntu i budynku metodą georadarową, elektrooporową i grawimetryczną. Badania organizuje i przeprowadzi Stowarzyszenie Miłośników Historii ODYN z Pawłówka koło Kalisza, na podstawie udzielonego przez starostę poznańskiego pozwolenia.
Natomiast próba namierzenia nazistowskiego orła Greisera w jeziorze przez wymienione stowarzyszenie ma odbyć się dodatkowo, w ramach powyższej, głównej akcji poszukiwawczej a planowanej na ziemi i w budynku...
Czy po blisko 73 latach zalegania na dnie jeziora godło nazistowskie Greisera zostanie zlokalizowany, a następnie wyłoni się na powierzchnię? 
Jeżeli tak, to byłoby z pewnością bezcennym eksponatem muzealnym, związanym z okupacyjną historią Wielkopolski. Byłby także przestrogą dla przyszłych pokoleń przed szaloną ideą jaką jest faszyzm, a przede wszystkim przed inteligentnymi przestępcami i mordercami w białych rękawiczkach, zza biurka, skrajnie wiernych, zaślepionych ideologią i żądzą władzy. 
A przykładem takiego potwora jest właśnie Arthur Greiser. 


Arthur Greiser - namiestnik Rzeszy w Kraju Warty ( 1939-1945)
źródło( By Bundesarchiv, Bild 183-E05455 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5362395

Imperial War Museum - Londyn.

Imperial War Museum - Londyn.


Imperial War Museum - Londyn.

Imperial War Museum - Londyn.

Imperial War Museum - Londyn.



W trakcie opracowania artykułu korzystano z następujących źródeł:

- Ludwik Madej: "Dzieje Związku Harcerstwa Polskiego w Puszczykowie 1932-1950"                                                                    - https://web.facebook.com/groups/1014014351964185/       (nazistowskie tajemnice)

niedziela, 19 sierpnia 2018

RELIKTY ŚREDNIOWIECZNEGO MŁYNA WODNEGO W PUSZCZYKÓWKU ?

Kilka dni temu rzeka Warta w Puszczykówku ponownie odsłoniła pozostałości "tajemniczej" budowli drewnianej na swoim zachodnim brzegu.
Owe pozostałości, to około 18 drewnianych pali, wbitych w dno, układających się regularnie w kształt prostokąta o wymiarach około 7 x 8 m. Niektóre z pali są wyjątkowo solidne, maja kształt czworościenny i wymiary około 20 x 20 cm. 
Niestety pale ( belki) są mocno zniszczone, być może zniwelowane i wystają ponad dno rzeki nie więcej niż kilkanaście centymetrów. Z pewnością pali jest więcej...
Trudno obecnie zinterpretować, jaka budowla mogła być zlokalizowana w tym miejscu - most, pomost czy istniejący w tym rejonie od co najmniej 1454 roku młyn wodny - własność kanoników kapituły katedry w Poznaniu.
Za wersją młyna przemawiają zarówno zachowane źródła pisane oraz analogiczny kształt i wielkość pali, znalezionych na poznańskim Dębcu, również w miejscu istniejącego tam młyna z tego okresu.  
Co na to archeolodzy?
W lipcu 2015 roku zauważyłem opisane wyżej pozostałości przy brzegu rzeki. Zaintrygowała mnie solidność zachowanych pali drewnianych. 
W związku z powyższym niezwłocznie powiadomiłem służby archeologiczne, które po przybyciu dokonały wstępnych oględzin. Sporządzono również stosowną dokumentację. 
Niestety nie ujawniono w tamtym miejscu występowania tzw. substancji zabytkowych... 
Natomiast, co do datowania starych, drewnianych pali stwierdzono, że najszybszą odpowiedź dałyby badania dendrochronologiczne drewna. 
Jak na ironię, dosłownie kilka dni później poziom rzeki Warty podniósł się i odkrycie zniknęło pod powierzchnią wody, a temat najprawdopodobniej pozostawiono bez biegu... 
Szczęśliwie, w tym roku rzeka ponownie okazała się łaskawa i  odsłoniła nam swoją puszczykowską "tajemnicę"... 
Czy relikty odsłoniętej przez wodę drewnianej budowli to szczątki średniowiecznego młyna wodnego kanoników kapituły katedralnej w Poznaniu? Nie jest to wykluczone, a badania tego miejsca w przyszłości, a szczególnie wyniki analizy dendrochronologicznej drewna dadzą ostateczną odpowiedź czy mamy do czynienia z reliktami puszczykowskiego młyna wodnego. 
Dodać należy, że lokalizacja tej budowli do dnia dzisiejszego nie jest znana... 
W przypadku potwierdzenia wersji istnienia w tym miejscu pozostałości młyna byłoby to z pewnością nowe, interesujące miejsce na mapie historii Puszczykowa. 
Można by się nawet pokusić o rekonstrukcję takiego niewielkiego młyna wodnego z tarasem widokowym na niezwykle malowniczą w tym miejscu rzekę Wartę i jej zakole. Przy zrekonstruowanym młynie, niewielkimi kosztami można zbudować pomost z knagami do cumowania łodzi i kajaków. Podobne pomysły praktykowane są w Europie i stanowią nie lada atrakcję. 
Mój powyższy, autorski pomysł pozostawiam otwarty, z zastrzeżeniem, by nie był instrumentalnie wykorzystywany w nadchodzącej samorządowej kampanii wyborczej.
Nam jedynie pozostaje zapoznanie się z galerią zdjęć, uwieczniających  "tajemnicze" relikty nad brzegiem Warty w Puszczykówku, póki ponownie nie zostaną pochłonięte przez wodę...
Zapraszam do oglądania.


              Robert Kiszkurno

Śladami historii Puszczykowa i okolic
                   19.08.2018 














czwartek, 9 sierpnia 2018

ODKRYCIE NA ELEWACJI ZABYTKOWEGO BUDYNKU DWORCA W PUSZCZYKOWIE KOŁO POZNANIA.

Pomimo tropikalnych upałów trwa renowacja zabytkowego budynku stacji kolejowej w Puszczykowie koło Poznania. 
Remontowana obecnie część powstała około 1903 roku z przeznaczeniem na pomieszczenia Naczelnika Stacji (Bahnofsvorstwehr), a także izb socjalnych dla pracowników... 
Obiekt, jako jedyny z zachowanego kompleksu dworca jest podpiwniczony. Do piwnic jednak nie ma dostępu - okienka są zamurowane bądź trwale zabezpieczone płytami metalowymi...
Niestety, na całej powierzchni drewnianego, zabytkowego obiektu praktycznie nie zachowały się jakiekolwiek oznakowania bądź szyldy z początku funkcjonowania stacji. Jednak w 2017 roku, podczas usuwania starej farby z belek drewnianych konstrukcji szachulcowej wyłoniły się oryginalne znaki ciesielskie, pozostawione przez ówczesną ekipę, stawiającą budynek. Szczęśliwie, znaki nie zniknęły pod nową powierzchnią farby i widoczne są do dzisiaj.
Ponadto, elewacja puszczykowskiego dworca jest trwale "ogołocona" z oryginalnych emblematów, szyldów, oznaczeń, sięgających być może początków XX wieku. 
Jest to zrozumiałe z uwagi na wielokrotnie, przeprowadzane remonty. 
Jednak, po uważnym i wnikliwym przyjrzeniu się zewnętrznej powierzchni można odszukać i dojrzeć pewne rarytasy. Mianowicie, w jednym miejscu, widnieje wciąż zamalowana kilkoma warstwami farby, najprawdopodobniej jeszcze pruska, standardowa metalowa tabliczka, znakującą posesję w ówczesnym Unterbergu. Dworzec otrzymałby wówczas numer 3. Taka właśnie cyfra widnieje na tablicy.
Wiadomo, że pierwszą posesją w tym rejonie, przy linii kolejowej,  w otoczeniu lasów był zespół drewnianych obiektów Waldrestaurant Paula Mandela, powstałych już w 1897 roku. Pierwotnie mogła to być posesja nr 1.
W tym okresie powstał również niewielki budynek dla ówczesnego drożnika przystanku kolejowego ( Haltstelle Unterberg), który nosił prawdopodobnie numer 2 ( i nosi do dzisiaj! ).  
Z kolei, w 1903 roku, jako ostatnie, powstały drewniane szwajcarsko-tyrolskie zabudowania dworca w Puszczykowie... 
I zapewne ta posesja otrzymała numer 3 ( obecnie to ul. Wczasowa Nr 1 ).
Miejmy nadzieję, że tabliczka zostanie poddana renowacji i będziemy mogli ją podziwiać w emaliowanej, oryginalnej wersji. 



             Robert Kiszkurno
Śladami historii Puszczykowa i okolic
                 09.08.2018


Post scriptum

Na początku XX wieku, kiedy powstawała kolonia willowa Unterberg nie funkcjonowały nazwy ulic, a przy doręczaniu korespondencji posługiwano się numeracją posesji, nazwiskiem właściciela, a czasami nazwą własną willi. 
Ciekawostką jest, że jedna z puszczykowskich ulic wywodzi się właśnie od nazwy stojącej w sąsiedztwie wilii. Tym sposobem nazwa domu przetrwała w...nazwie ulicy.